Przejdź do zawartości

Strona:Wacław Sieroszewski - Latorośle.djvu/319

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Ta strona została przepisana.

się w dal wpatrywał i po bokach rozglądał.
 Nagle psy z ujadaniem rzuciły się ku skałom. Buza ledwie je wstrzymał.
 — Tego tylko brakowało! — rzekł pobladłemi wargami: — skalny człowiek!
 Ze szczeliny wyglądała głowa śniada i nieruchoma.
 — Przeżegnaj go, ojcze misyonarzu! Przeżegnaj go!
 Misyonarz drżącemi rękoma zrobił znak krzyża, ale głowa nie zginęła. Stefan wstrzymał rwące się psy i przypatrywał się jej uważnie.

 — Otowaka! to ty! — krzyknął wreszcie, gdy z za zrębu wysunął się stary, wychudły i wybla-