Ta strona została przepisana.
— Zrzuć, zrzuć wszystko!... i odzież i pokarm. Zrzuć z narty! — krzyczał Stefan, ledwie dotrzymując w biegu przerażonym psom. Leciały w ciemności, worki, naczynia, skóry... Oswobodzona narta pomknęła chyżo; Stefan ledwie zdążył paść na nią obok Józefa, psy biegły bez wskazówek, bez wodzy...
— Giniesz przeze mnie, Stefku... Przebacz! — szeptał Józef. — Gdy myślę o tem, mam ochotę skoczyć z narty i oddać się burzy, ale będziesz mnie gonił, nieprawdaż?
— Po co głupstwa gadać! Zginiemy razem, jak żyliśmy razem. Rok wcześniej, rok później... Wszak grób nas czeka! Wraca-