Ta strona została przepisana.
przeciw, z nad »wolnego morza«, gdzie jest kraj, skąd nikt już nie wraca«, wyrastała ciemna chmura. Zmęczone psy biegły niechętnie, Stefan musiał co chwila zrywać się i popędzać je ciężkim, okutym hamulcem. Gdy zabłysły gwiazdy i znikła zorza, wicher, który tylko, zdaje się, czekał sygnału, uderzył z takim impetem, że biedne zwierzęta zapomniały o wszystkiem, zawróciły i pobiegły z burzą. Stefan długo orał ostrzem hamulca po śniegu, piersią na niego napierał, zwieszony z narty, kołyszącej się i podskakującej w szybkim biegu. Wreszcie trafił na miększy grunt i nartę wstrzymał. Psy położyły się natychmiast. Nie wypuszczając z rąk rzemienia, podniósł się i