Przejdź do zawartości

Strona:Wacław Sieroszewski - Latorośle.djvu/307

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Ta strona została przepisana.

barwę koralową, ciało blask marmuru, a brzegi ran były szeroko otwarte, lecz wszystko było już zimne i stężałe na kamień. Czego nie dobiło żelazo, mróz dokonał.
 Jedna z młodych kobiet próbowała widocznie uciec. Rozerwawszy skóry zewnętrzego namiotu, usiłowała wyskoczyć, ale uwięzła w otworze... Dziecko, nad którem pochyliła się z giestem błagalnym, skrępowało widocznie jej ruchy. Pchnięto ją w plecy i przygwożdżono do ziemi razem z niemowlęciem. Stefan spojrzał jej w twarz i poznał niedawnego swego gościa — Impynenę, żonę Ajmurgina.

 — Przerażające! Uciekajmy —