Przejdź do zawartości

Strona:Wacław Sieroszewski - Latorośle.djvu/305

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Ta strona została przepisana.

sprowadzę. Boże, Boże, niech się stanie wola Twoja!
Stefan wyjął z olster rewolwer i wszedł w ciemne wgłębienie namiotu. Spostrzegł zimne ognisko, zasypane śniegiem, nad niem wisiał kocieł z zamarzłem mięsiwem. Gdy zapalił zapałkę, ujrzał Czukczę obnażonego do pasa, leżącego na wznak, z ogromną raną na piersiach.
— Czy jest tam kto? — spytał drżącym głosem, nie odważając się wejść pod nizkie kotary wewnętrznego namiotu.
Zamiast odpowiedzi, usłyszał tylko szelest skór, szarpanych wiatrem i słowa modlitwy, szeptanej przez misyonarza. Pochylił się więc i wpełznął pod zasłonę, ale natychmiast się cofnął. Wydało