Przejdź do zawartości

Strona:Wacław Sieroszewski - Latorośle.djvu/303

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Ta strona została przepisana.

oblał czarne głazy, oraz białe śniegi.
Wązką, niedogodną ścieżyną wdzierali się na przełęcz.
Wtem Buza, który szedł na przedzie, stanął na zawrocie, jak wryty, psy natychmiast pokładły się, a ludzie rzucili się do kozaka, który nie odpowiadał na ich pytania i oczu nie odrywał od przedmiotów, ukrytych za opoką. Puste namioty, z odwiniętemi gościnnie zasłonami, stały przed nimi ciche i tajemnicze. Ale co innego przykuło wzrok kozaka.

Czukcza w futrzanej odzieży z dzidą w ręku leżał wpoprzek drożyny, twarzą zwrócony do ziemi. Nieco dalej z zaspy śniegowej wyglądała głowa, świeciła białkami, wicher włosy jej targał;