Przejdź do zawartości

Strona:Wacław Sieroszewski - Latorośle.djvu/296

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Ta strona została przepisana.

Pawal i Peweka; między nimi trzeba przeciąć morze... tam dmie zawsze, czy pogoda, czy niepogoda.
Koło południa stanęli u podnóża Pawalu. Tęga, potworna opoka wysoko podnosiła grzbiet szeroki i daleko wybiegała w morze; ziemia po obu jej stronach gwałtownie uchodziła w tył, jakby w przestrachu... Po drugiej stronie morskiego przesmyku stał równie pokaźny zrąb czarny, zmniejszony odległością.
— Stąd widać obozowisko... stoi na Pewece we wgłębieniu między dwoma garbami... dziwno jednak, że dymu nie spostrzegam. Chyba, że go wiatr zwiewa... No i wieje... Ciężko nam będzie!