Przejdź do zawartości

Strona:Wacław Sieroszewski - Latorośle.djvu/293

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Ta strona została przepisana.

to »torosy!« A dalej, gdzie wisi chmura na skraju nieba, to już wolne morze, które nigdy nie zamarza. Za temi wodami ciepły, powiadają, kraj leży... Ale tam nikt nie był, bo kto poszedł, to już nie wrócił...
 Chwilkę stali zachwyceni bezmiarem widoku, powietrza, słońca, które kładło delikatne niebieskawe cienie we wgłębienia długich, spokojnych, lodowych fal morza. Wreszcie Buza przypomniał im, że mają spuścić się na dół, a dalej pojadą już brzegiem. Dzień cały jechali w pobliżu posępnych urwisk brzegowych. Ocean zataczał tu półkole, i cały brzeg był taki stromy, warowny.

 — Tu fala bije aż pod wierzch.