Ta strona została przepisana.
Wieje z ziemi na morze,
Więc wyruszaj, nieboże!
Psy zaprzęgaj bez zwłoki,
Niech cię wiozą w opoki,
Niech cię wiozą na morze,
Oj Sidorku, Sidorze!...
— Buza, Buza! ujarzmij swe chuci! — ostrzegał go zdala ojciec Pantelej, gdyż mimo jazdy, głos w czystem, zimnem powietrzu, w niepokalanej ciszy białej pustyni lodowej, wyraźnie dobiegał jadących. Marcowe słońce złociło śniegi tak gładkie i równe, ubite wiatrami, że na tle ich najmniejszy krzew wydawał się lasem, najmniejsza nierówność górą. Wkrótce jednak na białej linii widnokręgu, ostro odrzynającej się na błękitnem niebie, zarysowały się wierzchołki dalekich