Przejdź do zawartości

Strona:Wacław Sieroszewski - Latorośle.djvu/289

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Ta strona została przepisana.

wyciągać na szeroki gościniec dobra i zbawienia wybiegiem.
 Długo i szeroko ojciec Pantelej rozwodził się o trudnościach podobnego zadania. Ponieważ Józef umiał słuchać uważnie i nie był przekorny, zostali więc wkrótce wielkimi przyjaciółmi. Stefan tymczasem robił potrochu przygotowania do drogi: skupował psy doborowe.
 Nakoniec za sprawą ojca misyonarza puścili się w daleką drogę.

 Gdy zgodnie wobec tłumu zebranych mieszkańców, krzyknęli na psy, a te w lot pochwyciły ich i poniosły po ubitej drodze, przyjaciołom wydało się, że to sen na jawie. Gorączkowem spojrzeniem żegnali miasteczko. Ka-