Przejdź do zawartości

Strona:Wacław Sieroszewski - Latorośle.djvu/287

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Ta strona została przepisana.

kiwnął głową w stronę starego Czukczy.
 Podano deser — szpik reniferowy zamrożony i w kostkę porąbany, rozumie się — surowy i, rozumie się — obficie wódką oblany.
 — Zawsze byłoby mu bezpieczniej... Mógłby koczować na naszej zachodniej tundrze.
 — Cóż? zgadza się?
 — Nie to, żeby odmawiał, ale mówi, że zobaczy.
 Przed odjazdem bogacz podarował każdemu z gości po futerku lisa i prosił ich uprzejmie, aby byli łaskawi odwiedzić go w tundrze.
 — Tam tylko ja jestem na miejscu. Tam moja ziemia.

 Józefowi zaświeciły się oczy.