Przejdź do zawartości

Strona:Wacław Sieroszewski - Latorośle.djvu/285

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Ta strona została przepisana.

śniej, niż po wódce, co i jak było.
— Hulali sobie wesoło... Grali na pozytywce naczelnika okręgu, tańczyli, sam Otowaka nogą przytupywał... Pewnieby się źle skończyło, bo widzę, że za kark sięga, gdybym go nie schwycił.
— Da on ci na tabakę!... Już on cię przydybie... Znasz go.

— Co mię ma przydybać?... Chodzę sobie bez skrytości po ulicy... Niech się sam pilnuje... Wygnali go przecie z miasteczka. Zobaczę go — zaraz za kark i do ciupy. Niech on się mnie boi. A wejdzie mi w drogę... na Boga! Pchnę go, pchnę go, zobaczycie... Niech pamięta! A i po co mam takiemu zbójowi świe-