Ta strona została przepisana.
odemknęły. Wpadli do sionki. Stefan leżał piersią na piersiach Kituwji; ten wił się pod nim i starał rękę przyciśniętą do ziemi z pod siebie wyciągnąć. Ale nie zdążył. Stefanowi udało się schwycić go za gardło; dziki charczał i głową wstrząsał, aż ruchy jego osłabły. Ktoś gwałtownem szarpnięciem rozerwał rzemień na jego szyi, i duży, szeroki nóż z brzękiem w kąt poleciał. Buza na ulicy wołał na kozaków. Przybyła cała gromada ludzi. Teraz z kolei Stefan i Józef musieli bronić zmiętoszonego Kituwję przed rozjuszonymi Czukczami. Wreszcie zjawił się kozacki pięćdziesiętnik; napastnika związano i poprowadzono do