Przejdź do zawartości

Strona:Wacław Sieroszewski - Latorośle.djvu/281

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Ta strona została przepisana.

Cóż ty sobie myślisz? Coś ty za figura?! Zaraz zawołam kozaków. To tak się zachowujesz w domu szanownego człowieka! Przecież niedawno jadłeś tu i piłeś... Ty psie tundrzany!... Zaraz cię związać każę. Ho, ho! ty ze mną nie żartuj... Wiesz, kto jestem! Zaraz mię wypuść... Pójdę i zawołam straż... A wy go tu zagadajcie — szepnął po cichu do Stefana.

 Zwrócił się ku wyjściu, ale cofnął natychmiast, gdyż plecy Kituwji oderwały się od ściany. Dziki całem ciałem podał się naprzód, i warga mu drapieżnie zadrżała, obnażając kły białe. Naówczas zawrzało w izbie. Stefan, Buza, Kituwja i kłąb zwalonych na nich Czukczów wtłoczyli się we drzwi, które z trzaskiem się