Przejdź do zawartości

Strona:Wacław Sieroszewski - Latorośle.djvu/280

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Ta strona została przepisana.

 — Zaraz ci go dam! Niech go weźmie ten pies, którego niby zająca ścigam daremnie po całej ziemi — odpowiedział spokojnie po czukocku Kituwja.
 Jeden z młodych Czukczów wysunął się naprzód, ale Józef schwycił go za ramię. Obaj ze Stefanem nie rozumieli, co dzicy gadają, lecz domyślali się zatargu.
 — Lepiej wypij i przyłącz się do nas — rzekł pojednawczo Józef, podchodząc do Kituwji z kieliszkiem w ręku.
 Ten napój ręką odtrącił.

 — Źle! wódki nie pije — krzyknął po rosyjsku Buza. — Będą się rznąć!... Hej, wynoś się zaraz, ty grubijaninie... od samego pana wódki brać nie chcesz!...