Ta strona została skorygowana.
sku. Po słonecznych dróżkach przelewały się potoki tęczowego pyłu, dążąc, jak dym kościelny, w górę ku szczytom, gdzie świegotały ptaki.
Piotruś, zapatrzony w wędrówki świetlistych drobinek, zapomniał o bożym świecie.
Ocucił go głos pokojówki Józi:
— Czy niema tam czasem panicza?
— Był, ale nie widać.
— Skaranie z tym chłopcem! Znów pan się gniewa. Szukam go, szukam... Wszędzie powiadają: »Tylko co był!...« Nigdzie nadążyć nie można. Czy to moja rzecz szukać go, przecie ja od pokojów, a on ma swego gubernera! — skarżyła się dziewczyna.