Przejdź do zawartości

Strona:Wacław Sieroszewski - Latorośle.djvu/277

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Ta strona została przepisana.

Józefa pozytywka. Nizko zwiesili głowy nad pudełkiem, przykładali do niego uszy, wsuwali nosy, wreszcie zaczęli chrząkać, przytupywać miarowo i w wolnym poruszać się tańcu. Oczy im się śmiały, twarze świeciły od tłuszczu i potu.
 — Phi! Uciecha!... Podskocz sobie, Łopatka, co najzgrabniej! — zachwycał się rozigrany Buza i ciągnął dobrze już podpitego Czukczę za rękaw.

 Wtem drzwi się szeroko otworzyły i na progu stanął Kituwja. Józef podszedł do niego radośnie, ale Czukcza nie ruszył się z miejsca, nie powiedział na powitanie zwykłego »anoaj«, przymknął drzwi za sobą i, oparłszy się o framugę, jedną rękę obronnie