Ta strona została przepisana.
mij ich jakkolwiek, a ja zaraz sprowadzę Buzę.
— Anoaj! Anoaj! — witali gospodarzy Czukcze.
Gości przybyło za dużo, żeby wszystkich na ławach pomieścić. Stefan wyciągnął z kąta skóry, rozesłał je na podłodze, a dzicy rozsiedli się na nich kołem na środku pokoju i zaczęli gwarzyć. Jeden z synów starego, ten, co u Stefana odzież suszył, opowiadał widocznie o zdarzeniu; nie pierwszy raz pewnie to robił, ale wszyscy słuchali go uważnie, przychylnie pochrząkując i ciekawie spoglądając na łóżko; młodsza kobieta skoczyła nawet i zajrzała pod kołdrę. Wszyscy wybuchnęli śmiechem; w tej chwili malec powiedział coś bardzo gło-