Przejdź do zawartości

Strona:Wacław Sieroszewski - Latorośle.djvu/271

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Ta strona została przepisana.

litą powłokę, wyglądała, jak zbiegły z lasu krasnoludek. Po warkoczach, w których brzęczały srebrne ozdoby, po zawiązanych nad czołem jedwabnych malinowych chustkach, Stefan poznał, że to są damy. Obie były utatuowane, starsza miała na czole i policzkach linie błękitne, wężowe, wyszyte jedwabiem, młodsza — głębokie szramy wzdłuż nosa i na podbródku. Postać jej nie pozbawiona była wdzięku; wysmukła, miała ruchy zgrabne, oczy, jak na Czukczankę, dość duże, twarz wyrażała pewne zamyślenie. Ogólne wrażenie psuł lękliwy ruch poza siebie.

 — A co, są! — krzyknął, wpadając za gośćmi Józef. — Przyj-