Przejdź do zawartości

Strona:Wacław Sieroszewski - Latorośle.djvu/267

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Ta strona została przepisana.

 — Gem-kama... powiadasz?... To nawet nie imię, a takie sobie nic. Wiem wszystkie słowa czukockie, a tego nie słyszałem... Chyba kargaul był — tłómaczył się przed Józefem, gdy ten go wypytywał.
 — Co to kargaul?
 — Są takie dzikie, co bez wiary, bez władzy żyją... Na samym dziobie przylądka mieszkają... Słowem: zbóje! Kiedy się tylko dowiem, przywlokę tego Giemka, niech pan będzie spokojny... A po co on chodził do panów?
 — Po co chodził? Tak sobie chodził...
 Buza spojrzał nań podejrzliwie.

 — Bo to Czukcze gadają, że