Przejdź do zawartości

Strona:Wacław Sieroszewski - Latorośle.djvu/266

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Ta strona została przepisana.

 — Będziemy wódkę pić.
 Po jego odejściu Józef rzucił się na szyję Stefanowi.
 — Pysznie, wyśmienicie!... Już czuję się prawie na okręcie.

 Upłynęło sporo czasu. Różowe brzaski zaczęły przerywać jednolitość nocy, a o Czukczach nic słychać nie było. Owszem wydało się Stefanowi, że ci, którzy bywają w mieście, unikają go. Spotkany Kituwja nie podszedł do niego, nie kiwnął mu nawet głową, choć widział go doskonale, ba, nawet wyzywająco spojrzał mu w oczy. Łopatka również w bok skręcał, gdy go spostrzegł na ulicy. »Gem-kamatakan« przepadł bez wieści; Buza udawał, czy też istotnie nic o nim nie wiedział.