Przejdź do zawartości

Strona:Wacław Sieroszewski - Latorośle.djvu/253

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Ta strona została przepisana.

— Powiedz mu, że nie mam czasu, jestem zajęty.
W miarę, jak Buza tłómaczył dzikiemu, twarz jego przybierała wyraz wzgardliwie kamienny.
— Nie wierzy, że pan jest kowalem... i że pomimo to sam naczelnik okręgu pana szanuje... Zupełnie głupi dziki... U nich kto wojownik, to tylko pije i bije się, a resztę uważa za nieszlachetność...
Goście zjedli i wypili sumiennie, co im dano. Na pożegnanie Łopatka powtórzył nieskończoną liczbę razy słowo: »brat, brat.« Gdy wyszli, został po nich przykry zapach źle wyprawnych skór reniferowych i reniferowego zjełczałego tłuszczu.
— Pójdzie o panu teraz sława