Przejdź do zawartości

Strona:Wacław Sieroszewski - Latorośle.djvu/242

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Ta strona została przepisana.

jak posąg z lodu, a psy będą wyły i wyły...
 — Doprawdy, nieznośnie wyją... Jakby coś czuły... dziś szczególnie.
 — Pewnie, że czują. Mówiono w mieście, że przykoczowali Czukcze. Właśnie przyszedłem ci powiedzieć... Ale wejdźmy do domu: straszne zimno, takiego jeszcze w tym roku nie było.
 Weszli. Stefan rozpalił ogień i zajął się przyrządzaniem herbaty; Józef zrzucił futro i chodził szerokimi krokami po izbie.
 — Wiesz co: to wcale dla nas nie błaha nowina!
 — Że co?
 — Że przyjechali.
 — Czukcze?!
 — No tak.

 Stefan uśmiechnął się.