Przejdź do zawartości

Strona:Wacław Sieroszewski - Latorośle.djvu/24

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Ta strona została przepisana.

— Nie rusz... Matula kazali... — przemówił wreszcie głuchym głosem chłopak.
Piotruś schylił się i pociągnął za fartuch. Ukazała się maluchna główka w czepeczku z kolorowych gałganków.
— Ma-tu-la, mówię, ka-za-li... Nie Szymonów ja, a Matusowy — zaszlochał niespodzianie chłopiec.
Piotruś zmieszał się bardzo.
— Co ci to?
— Ma-tu-la ka-za-li...
— Paniczu, niech go panicz ostawi. On mój! — rozległ się głos z góry.
— To wy, Matusowo? Weźcie mię na górę!
— A dobrze! Niech panicz wlizie tu po drągu!

W mgnieniu oka chłopiec był