Ta strona została przepisana.
— O świcie będziemy już w kolonii... a po śniadaniu do roboty!...
— Przeszłego poniedziałku spóźniliśmy się także i stanęliśmy do roboty tylko po południu... Jutroby znowu... Nie, tak nie można... bo to się na innych plecach odbija... — dowodził Koluś.
Nikt im nie przeczył. Paweł poprawiał już odzież, podwiązywał obuwie, ściągał pas. Obejrzeli broń i ruszyli w drogę. Mieszkańcy Szczytu odprowadzili ich aż na brzeg dębowego lasku, skąd widać było morze i śpiące w blasku miesiąca góry.