Przejdź do zawartości

Strona:Wacław Sieroszewski - Latorośle.djvu/23

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Ta strona została przepisana.

pryną i oczyma jak chabry. Miał na sobie brudną płócienną koszulę i podobne spodnie, spięte dużym metalowym guzikiem z płonącą bombą.
— Czyj jesteś?
Chłopak oczu z niego nie spuszczał, ale milczał jak niemy.
— Wiem: tyś pewnie syn Szymona, co mieszka w ostatniej chałupie. Widziałem, jak wczoraj kąpaliście się w stawie. Wam dobrze, wam wszystko wolno, dużo was... Powiedz, czy u was wesoło?
Chłopak nie odpowiadał i coraz szerzej oczy otwierał.

— A tu co masz? — spytał panicz, dotykając końcem bucika węzełka, nakrytego pasiastym fartuchem.