Przejdź do zawartości

Strona:Wacław Sieroszewski - Latorośle.djvu/225

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Ta strona została przepisana.

go, że odeszłaś... Łudziłem się, że i Ciebie wyrwę stąd, powiodę napowrót w rzucony świat.. Duszno mi, ciasno wśród was... Brak mi... litości i ofiary. Bo to co wy uważacie za ofiarę, to zrzeczenie się wygód, ciężka praca fizyczna, jest niczem dla mnie, jest narkotykiem, którym każdy pijak tłumi swoje sumienie. Już nieraz mówiliśmy o tem z Panią...
 — I znów odpowiem Panu to samo. Przedewszystkiem trzeba poprawę zacząć od siebie, od tego, aby nie żyć z cudzej pracy...
 Paweł zmarszczył brwi.

 — Wiem, wiem... słyszałem. Ale wy mylicie się, przypuszczając, że teraz pracując na roli i własnemi rękami dobywając