Przejdź do zawartości

Strona:Wacław Sieroszewski - Latorośle.djvu/224

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Ta strona została przepisana.

 — Tak, ja! Pani mię cały czas unikała, ale bądź co bądź musi mię Pani wysłuchać. Kocham Panią i mam mocą tego na to prawo. Zresztą... za dwa dni wyjeżdżam i... już się to nie powtórzy.
 Milczała, spuściwszy oczy. Paweł popatrzał na nią i usiadł naprzeciw niej na niziutkim stołeczku.
 — Oni tu zaraz przyjdą — rzekł głosem osłabłym — a mam tyle do powiedzenia... Ostatni raz... ostatni raz... Zniknie Pani... zniknie...
 — Dla czego Pan odjeżdża? — spytała, podnosząc nań drżące powieki. — Przecież odeszłam, aby nie przeszkadzać...

 — Owszem, odjeżdżam dlate-