Przejdź do zawartości

Strona:Wacław Sieroszewski - Latorośle.djvu/216

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Ta strona została przepisana.

śli... rozdwojenie... A zawsze zawsze — ogrom cierpienia, wobec którego czujesz się bezsilnym... znużenie, tęsknota i taki nieraz wstręt do wszystkich tych ludzi słabych, marnych, a najwięcej do samego siebie, że do mysiej schowałbyś się jamy...
 Umilkł i twarz odwrócił, a Paweł przypomniał sobie, że słyszał, iż Piotr pił dawniej, nim tu przybył... zapadał na białą gorączkę
 — A teraz pan nie tęskni?
 — Nie! Nikomu nie zawadzam, nie jestem ciężarem. To szczyt mojej ambicyi!
 — Pana ambicyi?! — podkreślił Paweł.
 — Tak! — odparł.

 Uśmiechnął się i zarumienił lekko. Twarz jego wyrażała pro-