Przejdź do zawartości

Strona:Wacław Sieroszewski - Latorośle.djvu/21

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Ta strona została przepisana.

zwozili zboże. Co może być bardziej zajmującego nad zwózkę? Ogromne wrota stoją otwarte na przestrzał, jedne fury wjeżdżają, drugie wyjeżdżają, wozy dudnią, brzęczą... można łatwo być przejechanym. Konie parskają, a zajęte opędzaniem się od owadów, pozwalają blizko podejść do siebie, wszędzie kurzy się, aż miło, ludzie ruszają się szybko, i co chwila rozlegają się krzyki:
— Paniczu, zmykaj... jadą!
— Znowu, paniczu, tu się kręcisz? Zobaczysz, powiem ojcu...
— Nie ruszaj wideł!... Nie ruszaj młynka!... Jezus Marya! A to zatracony chłopiec! Odejdź... koń narowisty, dorosłych nawet kąsa...
— Wiem, że narowisty! — poważnie odpowiada Piotruś. — Wła-