Przejdź do zawartości

Strona:Wacław Sieroszewski - Latorośle.djvu/209

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Ta strona została przepisana.

Co za strzał!... — błagalnie wyszeptał Koluś.
 — Tędy też one chodzą. Zabiłem tu jednego.
 — Skaczą?... Z takiej wysokości?...
 — O nie! Tu mają swoją drożynę, po której i my pójdziemy.
 Piotr wprowadził ich na ścieżkę pod skałą, z którą w porównaniu »zbójnicki szlak« wydał się Pawłowi torowym gościńcem. Najtrudniejsza była jednak prze-prawa w samych już wrotach u węgła skały, który trzeba było objąć rękami i, nie patrząc, przeskoczyć z krawędzi na krawędź.

 — Odrazu zrozumiałem szczyty — zaśmiał się Paweł, stanąwszy na przeciwnej stronie. — Ciekawym