Przejdź do zawartości

Strona:Wacław Sieroszewski - Latorośle.djvu/20

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Ta strona została przepisana.

 — Proszę pani, oni napewno wyglądają przez okno... ja wiem — wołała idąca za nią Helka.
 Mieczyś pośpiesznie otrzepywał kurz i wapno z ubrania, pomagał mu Piotruś, a obaj w niebogłosy krzyczeli:
 — Zaraz!... zaraz... idziemy!
 Nie pomogło. Pani Vauban wpadła jak burza, czerwona, zagniewana, schwyciła Mieczysia gwałtownie za rękę, a starszego chłopca obsypała gniewnemi słowami. Piotruś spojrzał znacząco na brata, przyłożył palec do ust, przeskoczył poręcz i znikł, dudniąc piętami po schodach.

 Na podwórzu, czując się już bezpiecznym, przystanął. Spojrzał w ogród, ku kuchniom, na gumna... Wybrał ostatnie. Tam