Przejdź do zawartości

Strona:Wacław Sieroszewski - Latorośle.djvu/198

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Ta strona została przepisana.

 — Istotnie, moglibyście pójść z nimi — wmieszała się Marya.
 — Chyba... dla odjeżdżającego!
 Piotr w zamyśleniu potarł nos palcem, Stefan czekał, co inni postanowią: orać to orać, a polować — to polować! On dobry towarzysz, zgadza się na wszystko.

 — W takim razie — z ożywieniem zaczął Piotr — pójdziemy zaraz po śniadaniu i zobaczymy, czy są u wodospadu ślady kozic. Niedawno były, widziałem. Jeżeli są, to wrócimy do domu, zjemy obiad, ja przygotuję pług na jutro, a wy odpoczniecie, i przed wieczorem siądziemy na czatach w przesmykach. Zgoda? Pójdziemy wszyscy, miejsce upatrzymy i umówimy się, gdzie kto stanie, żeby wieczorem zająć