Przejdź do zawartości

Strona:Wacław Sieroszewski - Latorośle.djvu/196

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Ta strona została przepisana.

lusterko, zawieszone nad posłaniem, półka z książkami i duży bukiet kwiatów alpejskich na stole. Samej gosposi nie brakowało urody, szczególniej teraz, gdy oczy jej stały się prawie czarne od wzruszenia, a ogorzałą twarzyczkę oblał rumieniec. Paweł patrzał na nią, na otoczenie, wzruszał ramionami i żal niewysłowiony ściskał mu serce.
 — Zawołaj ich, Piotrze! — zwróciła się do bruneta, gdy wszystko było już gotowe. Dotychczas nie wymówiła słowa, nie spojrzała na Pawła, choć wciąż czuła na sobie jego badawcze spojrzenia. Piotr krzyknął na młodzież. Przy herbacie rozmowa stała się ogólna.

 — Spodziewaliśmy się, że za-