Przejdź do zawartości

Strona:Wacław Sieroszewski - Latorośle.djvu/193

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Ta strona została przepisana.

weł chciał jeszcze przed odjazdem wasze gniazdo obejrzeć.
 — Orle gniazdo!... — zaśmiał się blondyn.
 — Przyszliśmy krótszą drogą... przez szczeliny! A bylibyśmy już wczoraj, gdyby nie wypadek... Najprzód Grzegórz marudził... a w nocy zbłądziliśmy na skałach... Nocleg był boski, ale... bez śniadania!
 — Wybornie! Właśnie herbata gotowa... Panno Marjo, może u pani przyjmiemy gości... w naszym salonie! — zapytał brunet i rzucił lemiesz na ziemię.

 »Orle gniazdo« składało się z dwóch niewielkich szałasów, na prędce z desek skleconych, przykrytych słomą i darnią. Z dachu jednego sterczała rura żela-