Ta strona została przepisana.
Zmężniałeś, opaliłeś się!... Mówże!... nieznośny chłopcze!
— Kiedy mi nie dajesz!
Zwolna zbliżali się ku domowi. Tam już dostrzeżono gości. Dwóch mężczyzn, siedzących na ziemi, przy rozebranym pługu, podniosło się za ich zbliżeniem. Jeden z nich, wysoki, barczysty brunet, w wypłowiałym mundurze urzędnika, trzymał w ręku błyszczący lemiesz; drugi, smukły blondyn, w domowej bekieszy, machał niedbale młoteczkiem. Wyglądali jak studenci, ale ruchy mieli powolne, a ręce spracowane, jak chłopi.
— Jakiem losu zrządzeniem... na Szczycie?!
— Ot, tak... zapolować!... Pa-