Przejdź do zawartości

Strona:Wacław Sieroszewski - Latorośle.djvu/190

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Ta strona została przepisana.

nych koryt z nieciosanych pni dębowych, w których zbierała się jego woda. U koryta stała dziewczyna z wiadrami. Słońce oświecało jej smukłą postać w białej, z ukraińska wyszytej koszuli, w ciemnej bez stanika spódnicy i w górskich trzewikach na bosych nogach. Nabrawszy wody, postawiła obok naczynia na ziemi, poprawiła na plecach nosidła, zahaczyła i podniosła je w górę. W tej samej chwili od domu nadbiegły dwa żółte psy i, szczekając, rzuciły się w zarośla. Dziewczyna zatrzymała się i popatrzyła ze zdziwieniem za nimi.
 Z za krzaków wyszedł Koluś.

 — A to jak!... Tak rano!... Sam jeden!... Chodźcie prędzej!... — witała go radośnie, lecz uśmiech