Przejdź do zawartości

Strona:Wacław Sieroszewski - Latorośle.djvu/19

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Ta strona została przepisana.

plą, do jutra nie powiem słówka do nikogo! Chcesz?
 Piotruś kiwnął głową, jak zwykł był czynić ojciec, kiedy chciał przerwać rozmowę.
 — O tem potem! A teraz — tssyt! Trzymaj język za zębami, bo inaczej nigdy ci już nic nie powiem, i wszystko przepadnie.
 Na dole w korytarzu usłyszeli trzaskanie drzwiami i głosy. Starszy zeskoczył prędko, ale młodszy spóźnił się, pudełko mu się wysunęło z pod stóp i zawisł w powietrzu, rozpaczliwie machając nogami.
 — Złaź... idą!
 Było za późno: pani Vauban biegła szybko po schodach, wołając:

 — Mietiou!... Mietiou!... Pierre!