Przejdź do zawartości

Strona:Wacław Sieroszewski - Latorośle.djvu/188

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Ta strona została przepisana.

my i na kozy nie zdążymy — rzekł Koluś.
 Przyspieszyli więc kroku i tylko raz jeden zatrzymali się, gdy rozstąpiły się przed nimi góry, a w dali zamajaczyło morze. Pozo-stawało im jeszcze jedno przejście trudne, strome i ślizkie, a byli bardzo zmęczeni, bo słońce piekło niemiłosiernie; więc przechodząc przez dębowy gaj, zdjęli kapelusze z głów pałających. Dróżkę przecinał maleńki strumyczek, ale wody w nim było tak mało, że napić się nie było podobna, aż Koluś odszukał wgłębienie, gdzie zebrało się jej trochę. Nachylił się i chciał zaczerpnąć, ale w tejże chwili cofnął się, wydając okrzyk:

 — Patrz, jakie caca!