Przejdź do zawartości

Strona:Wacław Sieroszewski - Latorośle.djvu/183

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Ta strona została przepisana.

 Zamyślił się i nie odpowiadał więcej na pytania towarzysza.
 — Nie smuć się! — rzekł wreszcie tenże. — Pamiętaj, że jeśli ci »tam« będzie niedobrze, my zawsze przyjmiemy cię z otwartemi rękami. Starzy niech co chcą mówią, ale my młodzi kochamy cię wszyscy.
 Paweł położył dłoń swoję na jego dłoni i w milczeniu uścisnął ją zlekka.
 Zjedli Chleba ze słoniną na wieczerzę, zapili wodą z potoku i, zawinąwszy się w pled, legli na podścioła ze świeżych gałązek.

 Jeszcze gwiazdy świeciły się na niebie, gdy Paweł zerwał się i usiadł. Ogień zgasł, pled zwilgo-