Przejdź do zawartości

Strona:Wacław Sieroszewski - Latorośle.djvu/182

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Ta strona została przepisana.

 — Ja?... Siedzę w tej kolonii, przecież tu urodziłem się... muszę wciąż pracować... kruszyny świata nie widziałem... Skądże mam być szczęśliwy...
 — Boś kędzierzawy! — w zamyśleniu powiedział Paweł.
 Koluś rozśmiał się.
 — Kędzierzawy?... Ach, rozumiem!... Wszak to dziś powiedziała mi mama... A ty wszystko pamiętasz!... Wiesz co! na przyszłą jesień po robotach w polu pójdziemy w góry. Na trzy tygodnie, na miesiąc puścimy się... Kociołek, proch, śrót, pled przez ramię i marsz!... Boskie są w górach kąty! głuche, dzikie!...

 — Za rok, kto wie, gdzie będę!...