Ta strona została przepisana.
krzewy i porywały z sobą kamienie, i takim łoskotem napełniały powietrze, że głuszyły ryk wodospadu. Kiedy buchnął płomień wielkiego stosu, cały wąwóz w czarodziejskiej wystąpił postaci. Wśród szczerbatych zrębów zatańczyły purpurowe blaski, wznosząc się aż do samych wierzchołków, gdzie nad krawędzią zwieszały się drzewa i krzewy, zdrobniałe do rozmiarów trawy, wskutek odległości, i na tle ciemnego nieba, usianego gwiazdami, to pojawiały się, to znikały, jak mary. Myśliwi zadumani siedzieli u ognia, a sylwetki ich niepewne, blade na tle czerwonego ogniska, odbijały się w ciemnej wodzie, szybko mknącego potoku.