Przejdź do zawartości

Strona:Wacław Sieroszewski - Latorośle.djvu/179

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Ta strona została przepisana.

chem spuszczały się nad nimi krzewiny. Nazbierawszy gałęzi i chróstu, rozniecili ogień, a dla rozweselenia chcieli ułożyć duży stos, więc zostawiwszy dubeltówki, wybrali się na poszukiwanie drew. Koluś wdarł się na górę i wkrótce stamtąd rozległo się jego wesołe wołanie.
— Pawle, chodź tutaj! Znalazłem nieprzebrane kopalnie.
I rzucił z trzaskiem na dół ogromną kłodę drzewa.
— A widzisz, mówiłem ci, że las stąd niedaleko... — rzekł Koluś.
— A jakże...jest, tylko gdzie?... — bronił się Paweł.
Wspólnemi siłami zaczęli zrzucać na dół pnie i wykroty, które, tocząc się, łamały po drodze