Przejdź do zawartości

Strona:Wacław Sieroszewski - Latorośle.djvu/176

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Ta strona została przepisana.

łych, ślizkich i drżących. Droga była nie do przebycia, szczególnie na wiosnę. I tym razem musieli się wrócić.
 — Nie trzeba daleko odchodzić od miejsca, gdzie zgubiliśmy drogę... Przenocujemy, a o świcie albo pójdziemy dalej, albo wrócimy... — radził Koluś.
 — Pst!... Słyszałeś?... — rzekł Paweł, chwytając mówiącego za rękę.
 Utkwili oczy w stromy stok, porosły krzewami, po którym ktoś ostrożnie ku nim się skradał. Gałązki trzeszczały pod jego nogami, kamyki, strącone z pochyłości, leciały na dno wąwozu.

 — Niedźwiedź!... — szepnął Paweł. — Ja strzelę pierwszy.