Przejdź do zawartości

Strona:Wacław Sieroszewski - Latorośle.djvu/171

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Ta strona została przepisana.

wnej nocy, upajały go coraz bardziej.
 Nareszcie stanęli w wąwozie nad potokiem. Przeszli go, skacząc po kamieniach, i zatrzymali się, nie wiedząc, gdzie droga. Przed nimi sterczała ogromna garbata góra, pokryta cieniem, a u jej stóp bielało wapienne rozsypisko. Z boku za skałami huczał wodospad. Paweł przestał śpiewać.
 — Zdaje się, że to tędy — rzekł Koluś niepewnym głosem i ruszył na górę.
 — Jest! — dodał po chwili radośnie.

 Istotnie trafili na dróżkę. Nogi ich nabrały takiej wrażliwości, że przez obuwie poznawali charakter miejsc, po których stąpali. Szli drogą, czuli to dobrze,