Przejdź do zawartości

Strona:Wacław Sieroszewski - Latorośle.djvu/162

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Ta strona została przepisana.

wo budującą się szosę. Wóz po-toczył się wartko po ubitej drodze, mijając szałasy i lepianki robotników, nieobecnych z powodu święta.
 — Popędzaj, Olesiu, popędzaj! Hej, Wrony... a prędzej, leniuchu!...

 Oleś bił batem leniucha, ale ten machał tylko ogonem, a kroku nie przyspieszał. Już dobrze ciemno było, gdy stanęli u mostu nad spienionym potokiem. Nad głowicami gór wisiał jeszcze przejrzysty lazur nieba, słońce złociło niektóre szczyty, ale doliny i wąwozy wypełniały już cienie; zmrok brał lasy w swe posiadanie. U mostu rozstali się. Chłopiec z wozem pojechał szosą, a myśliwi, przekroczywszy po-