Ta strona została przepisana.
końca, bo wszystko zawraca za górę...
— Cicho! Czego się drzesz?! Jeszcze usłyszą! Mam oczy, widzę i bez ciebie... Ładnie, więc co? Co nam z tego przyjdzie?
— Ach, gdybyśmy się dostali na tamtę stronę! Tam pewnie dużo płaskich kamieni, bo tu już wszystkie powrzucałeś do wody.
— Na tamtę stronę!... Morgen fri! To ogromnie daleko. Kiedy Marcin w tamtę stronę płynie na czółnie, to robi się taki mały, jak mucha.
— A my, cośmy mniejsi, tobyśmy zupełnie zginęli! Wiem, ale ja mówię... ze starszymi!
— Ze starszymi! Phi! Wcale mię to nie nęci. Nie puściliby