Przejdź do zawartości

Strona:Wacław Sieroszewski - Latorośle.djvu/156

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Ta strona została przepisana.

kazuję... Ale wczoraj chodziłem do waszego starszego, prosiłem o butelkę wina... Czy mi dał? Nie! »Pijak jesteś!« powiada... A przecie do was wyciągam rękę... praktykan-ty... Ko-me-dyantyy...
 Wyciągnął rękę i postąpił krok naprzód. Mężczyzna z wozu z przykrym uśmiechem patrzał na niego i ręki nie brał.
 — Błażek odczep się!... Idź precz!... gniewnie krzyknął wyrostek i potrząsnął lejcami. — Hej! z drogi!... — wołał na kupiących się ludzi.

 W tejże chwili wybiegł z szynku chłopak młody, przystojny, jak topola, wysmukły, w kurtce austryackiej z zielonem obszyciem i w tyrolskim kapeluszu. W rę-