Przejdź do zawartości

Strona:Wacław Sieroszewski - Latorośle.djvu/155

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Ta strona została przepisana.

 Rozstawił bose nogi, ręce włożył w kieszenie. Kobiety patrzyły, zaciekawione widowiskiem, w szynku zrobiło się cicho, a dzieci, nawołując się, biegły ze wszech stron, co sił starczyło:
 — Hej!... hej!... Chodźta prędko!... Błażek urzędnik... widzicie, z praktykantem rozmawia!... Czapkę zdjął!...
 Istotnie pijak zdjął czapkę.

 — Święci lu-dzie!... Oj!... wy! Przyszliście nas uczyć... Przyszliście orać, siać... Przyszliście ziemię własnemi rękami uprawiać... Chwalę... Chwalę... Porzuciliście wasze bogactwa, urzędy, salony... parle france... Chcecie wszystko własną pracą zdobywać, jak chłopi i żyć, jak nędzarze... Chwalę i nawet... w imieniu prawa roz-