Ta strona została przepisana.
rał się widok rozległy. Mieczyś podłożył piąstki pod brodę, Piotruś niedbale oparł się ramieniem o ostrą krawędź futryny. Czuli pewną trwogę, choć z dołu blaszany daszek ganeczku zabezpieczał ich od spojrzeń zdradzieckich.
— Nie przyciskaj, udusisz mię... szeptał Mieczyś. — Jakże tu pięknie! Jak wysoko! Doprawdy, kiedy wiatr topolami kołysze, czubek ich dostaje tu pewnie: możnaby wtedy wsiąść na nie i pojechać... A jak daleko stąd widać! Czy to, Piotrusiu, piasek leży z tamtej strony rzeki, taki żółty?... A woda jak niebo, i chmurki płyną po niej, jak po niebie. Nie widać ani początku, ani